Pamiętam, że pewnego dnia przyszedłem do Twojej pracy. Usiadłem przy pianinie w sali konferencyjnej, w której stał długi stół z wieloma krzesłami dookoła. Kręciły sie tam Twoje koleżanki, podśmiewały się ze mnie. Próbowałem coś zagrać, trochę się wstydziłem, nie mogłem sobie za nic w świecie przypomnieć jak to się robi, to granie, takie właśnie miałem wrażenie. Miałem 6 lat i wrażenie, że mogę zagrać co tylko zechcę.
Autor: blainn
*
Urodziłem sie
Nauczyłem sie oddychać
Nauczyłem się pić
Nauczylem się jeść
Nauczyłem się śmiać
Nauczylem się załatwiać
Nauczyłem się patrzeć
Nauczyłem sie myśleć
Nauczyłem się kochać
Nauczyłem się słuchać
Nauczyłem się dotykać
Nauczylem sie ruszać
Nauczyłem się chodzić
Nauczyłem się mówić
Nauczyłem się liczyć
Nauczyłem się czytać
Nauczyłem się oceniać
Nauczyłem się rozmawiać
Nauczyłem sie rozmyślania
Poszedłem do szkoły
Nauczyli mnie złości
Uczyli mnie niesprawiedliwości
Nauczyli mnie gniewu
Uczyli mnie cwaniactwa
Nauczyli mnie picia
Nauczyli mnie palenia
Uczyli mnie niemyślenia
Nauczyli mnie poczucia straty czasu
Uczyli mnie pokory
Poszedłem do pracy
Uczyli mnie bezsensu
Uczyli mnie nonsensu
Uczyli mnie konsensu
*
Upadamy
Wszyscy
Upadamy powoli
Idziemy pod górę
Zbierając baty
I Upadamy
Upadki chodzą po ludziach
Zacznę od tego, że nie mam już ochoty na nic. Nie mam ochoty planować, ani konsumować. Nie mam właściwie ochoty na nic co reprezentują współczesne postawy człowieka. Zawiodłem się na wszystkim. Nie rozumiem jak do tego doszło. Mimo starań, nic mi nie wychodzi. Nie wychodzi mi życie. jedyne co potrafię to kochać, lecz dziś to już nic nie znaczy. Nikogo nie obchodzi co myślę, jakie mam zdanie. a nawet jeżeli mam zdanie własne to źle, bo za dużo mogę mieć do powiedzenia, za dużo będę czuł, tym samym będę przeszkadzał. Stanę się meczący dla otoczenia, nikt nie chce kogoś takiego. Jestem efektem ubocznym lat 80/90. Nikomu nie potrzebnym trybikiem. Kręcę się wokół. Nikomu nie potrzebny. I myślę wciąż, myślę o tym że to naprawdę przeraża. I chyba tylko mnie przeraza, nie no sa napewno osoby ktore to przeraza tak samo. ale ogolnie, jakos tak reszta trwa w tym poczuciuobowiazku trwania w tym meczacym swiecie, z obowiazkiem dawania rady sobiemimo przeciwnosci. w sumie to straszne, dochodze do wniosku ze nie chce tego juz wiecej. zepsułem się. zepsułem się na amen. niedonaprawieniaczłowiek. otacza mnie piekna przyroda i otacza mnie ludzkosc, brzydsza od sprzed tygodnia karnawalowych wymiocin, z wijącymi sie robakami. potrzebuje powietrza, powietrza nietknietego tym chorym spoleczenstwem, nietknietego płucami,ustami, nosdrzami. nietknietego powietrza przez to menelstwo, przez tych bogatych, bogacących sie na krzywdzie, bogacących sie na okradaniu zgodnie z systemem. nie mam ochoty oddychać wlesie, w ktorym jakis mysliwy wydycha przetrawione przez siebie powietrze, wydycha je z domieszką palonego tytoniu,z dodatkiem wczorajszego alkoholu i nie mytych zrana zebów od dwóch i pół tygodnia. nie chce dodtykac poreczy, o ktore muskał swe dłonie ksiadz,ktory z pewnoscią dotykał dzieci. nie chce dotykac dzieci jego dotykiem. ide do pracy, i z niej nie wracam. gdzieś sie zostawiłem. gdzieś zbłądziłem siebie, zostawiłem gdzieś. mam wrażenie że już siebie nie znajde.
*
Pomarańczowy
Jarzębinowy
Blaknąca zieleń.
Marznące opuszki
I czubek nosa
Pajęczyny opadły
Słodkie kosztele
*
Igły świerku zanurzone w wietrze
Szczek psów i śpiew leśnych ptaków
Niesione w dal
Brzozy kołyszą się
A ja wraz z nimi
Otulany z każdej strony
Powietrzem z dalekich krain
Oddycham nim i żyje
Las jest piękną ciszą
Szumiącą w mojej głowie
*
Bywają takie dni,
jakimś narastającym niepokojem oplecione,
snujące się po domu zjawy,
przelewające się cienie z lewa na prawo i odwrotnie,
liście i kwiaty z zgubionym azymutem słońca,
kręcą się po własnych sieniach donicy,
więdnąc i tracąc się nawzajem,
upiornie melancholijne,
z tendencja do przeczucia końca wszystkiego,
ciągnięte dni jak sanie po błocie,
do horyzontu i troche dalej nie widać krzty nadziei,
ptaki się śmieją i mijają,
całe chmary, zderzają się,
ocierają się o siebie,
spadając znów zderzają,
akrobatyka wolności,
mezalians życia i śmierci.
There are days like this,
entwinded with some growing anxiety,
phantoms wandering around the house,
overflowing shadows from left to right and vice versa,
leaves and flowers with a lost azimuth of the sun,
they wander around the pot's own halls,
withering and losing each other,
ghastly melancholic,
with tendency to feel the end of everything,
days pulled like sledges in the mud,
to the horizon and a little further there is no hint of hope,
the birds laugh and pass,
whole swarms,
collide,
they rub against each other,
as they fall they collide again,
freedom acrobatics,
a misalliance of life and death.
***
wspomnienie dzieciństwa, ulotne i czasem fikcja
czasem to tylko chwila przy stole
a czasem kilka dni zamienione w lata życia
dzieciństwo jest smakiem, zapachem
jest tym wszystkim za czym tęsknimy
podwalinami miłych chwil
jest naleśnikiem z dżemem
jest późnym wstawaniem
beztroską ciepłego lata
zwiedzaniem opuszczonych starych jak wieś domów
wchodzeniem na drzewa
i spadanie z nich
piciem kompotu z porzeczki
pływaniem w rzece
tych kilka chwil, potrafi nas trzymać przy życiu
w nadziei, że się powtórzą
wyciągamy z pamięci te chwile
te urywki przeszłej teraźniejszości
chcąc zrobić coś miłego bliskim
sięgamy po katalog zwrotów i działań
które nas wprawiały w stan bycia zaopiekowanym
liczymy na to, że to podziała na innych tak samo
jak podziałało na nas.
lecz to tak nie działa.
nie zawsze.
rusałka
Wirująca mętna diwa, zagubiona i naga
Pieje w swych ciemnych jaskiniach,
Kąpie się w tychże gorących źródłach,
Zielono się mieni jej skóra
Nieświadoma swego losu,
Wczuwa i rozkoszuje się swym dramatem
Jak na teatralnej próbie bez tremy i widzów
Scena się trzęsie od jej tańca,
Zimna i wszechmocna rusałka
niedoli i żmudnych chwil życia
Na palcu ma pierścień z drutu pleciony
Popijając gorzkie łzy litrami
Wysusza ostatnie pola nadziei
Pokuta
dziś wieczorem nie nastawiaj już ciepła
wrócę późną nocą,
będę gryzł lód zimny jak przodkowie
i pochylał się nad lustrem wody będę
w odbiciu widząc jedynie strzępy przeszłości,
tak nie rzeczywistej już dziś,
wynurzając odciętą głowę swą za uszy
przez kapiące z rzęs krople skażonej wody
przyszłość zobaczę, tak inną od nas,
inna od wszystkiego co znamy,
pokutę nie za swoje grzechy.
