Żółć

czytanie od szóstej minuty i dwudziestej sekundy..w rytm dzieła.

Nie wyszedłem jeszcze z domu,
a już rzuciłem koktajlem w wasze ryje,
skurwiałe od władzy,
piszczę i skomlę by rozszarpać wam gardło.
W kraju oblanym krwią, żadną wyjątkową,
zwyczajną i przeciętną, świętą z niej robicie,
drinki z niej na fanatycznym rauszu żłopiecie.
Wkurwieni i zmęczeni stoją ludzie za waszym ciasnym ogrodzeniem,
oby zacisnęło się na szyi waszej,
o wy łajzy marne.
Jeszcze trochę, jeszcze ciutkę,
gdy w szambo zmieni się wasz na wszystko elixir,
nie zrozumiecie nigdy, coście w dumnym marszu udeptali.
Wyjdę wreszcie z domu, by zarzygać was,
karykatury żałosnych wizjonerów,
żółcią, którą karmicie Polskę..

Poród wszechświata

Wszechświat nasz cały, w czarnej dziurze, jak płód. Boję sie jego narodzin, a co jeśli okaże się wrednym bachorem. Planety i inne twory, pełne minerałów i witamin, krążąc wpadają na siebie jak plemniki na komórkę jajową. Cykl wszechświata od piko do giga i dalej jest taki sam. Im większą skala tym wszystko dzieje się wolniej, są pewnie tacy, gdzieś tam, co żyją wzgledem nas miliony lat, tak są ogromni i potężni. Lecz w naszym świecie potęgą i ogrom bywają mylnie postrzegane, oboje dławią sie banknotami, czymś co nie ma najmniejszego znaczenia w rzeczywistości jaką powinniśmy traktować jako pierwszorzędną. Nie ma w niej miejsca na wszelkie durne wymysły małego człowieka. Odetnijmy się od chorego technośredniowiecza.. Nie było żadnego oświecenia, odrodzenia.. My wciąż jesteśmy w średniowieczu tylko technologicznym, elektronicznym… Oby poród był nie długo..