drozd

Inola Gurgulia

Słucham Twojego śpiewu siedząc w fotelu.
Owinięty szlafrokiem,
Na stopach schodzone kapcie.
Nie jestem tak sprawny jak kiedyś ,
To było tak wiele myśli temu.
Struny wybrzmiewają już wiecznie.
Serce drży w barwę głosu.
Pewnego razu był sobie śpiewający kos.

sen

Poję się wodą, upijam Słońcem.
Biegnę w podskokach.
Nie zważam na nic, mknę.
Leśna dróżka, wydeptana przez niejedno zwierzę,
Wije się między drzewami a kłębami mchu.
Zieleń przestrzeni mnie uspokaja.
Zapach, jest świeży i pełny natury, rześki,
Upajające powietrze, aż chce się wdychać nieskończenie.
Nie jestem tutaj gościem, jestem jednym z nich.
Nauczyłem się widzieć woń,
Jak z tlącego się kadzidła, czuję ich obecność.
Nic mi nie grozi, one też mnie nie unikają.
Zbieram po drodze to co mogę, to co mi daje świat.
Jestem jego częścią.
Krajobraz się rozciąga,
Horyzont widnieje i powoli oddala – polana.
Na niebie ptaki przecinają błękit.
Skrzeczą i pogwizdują.
Wiatr muska policzki i usta, wdziera się do nosa.
Jest ciepły, czuć słodycz.

e=

półmrok dogasł. w niezliczonych odbiciach cząstek światła widnieją kolory przedmiotów i rzeczy natury. niby jedynie oczami wyobraźni można zobaczyć strukturę wszystkiego. atom po atomie, cząstka po cząstce. oddane w tańcu nieskończoności, sobie nawzajem. gdyby móc wrócić na jakiś czas do świata światła i ciemności, do świata rytmu Słońca i Księżyca, do relacji różnych materii i energii. zostałbym tam.