być zapomnianym

Person with bag walking forward dissolving into dark smoke

Ruhra


Czarne wstęgi wiją się jak węże
Rozkopane Zagłębie Ruhry tonie w ruchu
Skrzynki z kanapkami w spoconych dłoniach
Robotnicy o jeden dzień bliżej chwały
W prosektorium ideologicznych wyzwań
Przemysł kiedyś ociekający lukrem
Dziś z pozoru skansen techniki
Goni latawce niemieckiej gospodarki
Obdrapane w spreju ściany kamienic
Autostrady porośnięte dzikim winem
Mosty i wiadukty uginające się pod cysternami
Koleiny życia i pełne parkingi o zapachu uryny
Asfalt topi się w blasku naszej gwiazdy
Powoli wychodzący z kabin opaśli Niemcy
Pamiętający dobrobyt lat 80
Nieubłagane odczucie bliskości końca.

lody

mówią, że wszystko z tego co widzimy 
nie jest prawdziwe, obraz, dźwięk, dotyk, smak..
myślę, że tylko intuicja jest prawdziwa
jest ona refleksyjną ekspresją DNA
które, wiekami kształtowane i maglowane,
spajane ewolucją
miliony lat powolnego majaczenia białek
bym dziś siedząc tu zaprzepaścił wszystko
żrąc lody w ten nieznośny upał.
czuję, że życie jest tam, gdzieś między drzewami
sadząc tyłek na pieńku przy mszanym dywanie..
ta cywilizacja jest ostatnią.

jestem

Curving light trail blending blue and orange hues in a dim industrial warehouse
jestem
jestem melodią, basowym niskim dźwiękiem
przeplatającym się z płaczącym jękiem gitary.
dźwięk mnie ryje, jak rwąca woda potoków górskich
przesuwa kamienie i piaski, gałęzie, liście.
formą, naczyniem które wypełnia się falami.
czyimś dawnym wspomnieniem, upojonym klaunem.
ławkowiczem, czasem blokersem, ćpunem, pijakiem.
nienasyconym wrażeń szczylem, gdzieś w środku.
własnym ojcem, sam dla siebie.
musztruje, pilnuje, zaganiam do pracy i pouczam.
tylko dorosłym dzieckiem,
uwikłanym w wiele historii i spraw
bez zakończenia ani początku.
lojalnym psem łaknącym ciepła i miłości,
michy i miękkiego posłania.
cierpliwością drążę diamentowe myśli,
izotopem, pochodną człowieka.

ekonomiczną wartością, towarem,
sprzedaję swój czas za saldo do dziesiątego.
łzami modlących się o pokój i łuską o niego walczących.
gubiącym w zagrożeniu trop do swej nory z małymi zającem.

wpadam w oko kochliwym, zazdrosnym drzazgą.
umarłym rycerzem, żyjącym giermkiem.
deszczowym słońcem w październiku
gradem w maju, pierwszym trzmielem, nocnym śpiewem kosa.