jestem melodią, basowym niskim dźwiękiem przeplatającym się z płaczącym jękiem gitary. dźwięk mnie ryje, jak rwąca woda potoków górskich przesuwa kamienie i piaski, gałęzie, liście. formą, naczyniem które wypełnia się falami. czyimś dawnym wspomnieniem, upojonym klaunem. ławkowiczem, czasem blokersem, ćpunem, pijakiem. nienasyconym wrażeń szczylem, gdzieś w środku. własnym ojcem, sam dla siebie. musztruje, pilnuje, zaganiam do pracy i pouczam. tylko dorosłym dzieckiem, uwikłanym w wiele historii i spraw bez zakończenia ani początku. lojalnym psem łaknącym ciepła i miłości, michy i miękkiego posłania. cierpliwością drążę diamentowe myśli, izotopem, pochodną człowieka. ekonomiczną wartością, towarem, sprzedaję swój czas za saldo do dziesiątego. łzami modlących się o pokój i łuską o niego walczących. gubiącym w zagrożeniu trop do swej nory z małymi zającem. wpadam w oko kochliwym, zazdrosnym drzazgą. umarłym rycerzem, żyjącym giermkiem. deszczowym słońcem w październiku gradem w maju, pierwszym trzmielem, nocnym śpiewem kosa.