czerń

umysł czysty jak łza
gdzieś się podział
umysł z łzą na gigancie
echo w próżni
przez dłoń przesypuję piasek
przełykam żwir na tajemnym antrakcie
gołymi stopami ubijam żar
zwęglone wino życia popijam
przyjdzie jeszcze moment
na żniwach matki ziemi
czerń duszy już dojrzewa
uważaj, słuchy wszystkich są otwarte
nasłuchują echa w próżni
soczewką gonią czarną łzę
wróć do początku, wróć
gdzie czerń=biel
a atrybut zera nieznany
gdzie umysł czysty jak łza
koło jest kołem bez koła
czerń jest bielą bez bieli
biel jest czernią bez czerni





o poranku

Nie budź mnie o poranku, gdy zamiast śpiewu ptaków
Morderców salwy jesienne z ambon zamiast kajania
Nie budź mnie o poranku, mógłbym zasiać wdów dziesiątki

Nie zbudź mnie o poranku srogi,
bym ze wsi kobiecego zakonu nie uczynił
bym w polu na pale nie nabijał
niczym się od niech różnić wtedy nie będę
więcej wzrok mój moim nie będzie

Nie budź mnie o poranku, niech w zimnie tonie woń dzikiej zwierzyny,
Niech zimno koi ból ich bez łez mych zbędnych
Nie budź mnie o poranku, choćbym niespokojnym snem wierzgał

Nie zbudź mnie o poranku zimny
gdy będziesz zabierał z lasu co twoje
gdy będziesz dziurawił bębenki
zagłuszyć skowyt chcąc swych miłych
i głuchym na wołanie zostać

Nie budź mnie o poranku, chciałbym to wyśnić wreszcie
Tych między kopytami trawy źdźbeł zapach
Nie budź mnie o poranku, bez ich sine cura