Zacznę od tego, że nie mam już ochoty na nic. Nie mam ochoty planować, ani konsumować. Nie mam właściwie ochoty na nic co reprezentują współczesne postawy człowieka. Zawiodłem się na wszystkim. Nie rozumiem jak do tego doszło. Mimo starań, nic mi nie wychodzi. Nie wychodzi mi życie. jedyne co potrafię to kochać, lecz dziś to już nic nie znaczy. Nikogo nie obchodzi co myślę, jakie mam zdanie. a nawet jeżeli mam zdanie własne to źle, bo za dużo mogę mieć do powiedzenia, za dużo będę czuł, tym samym będę przeszkadzał. Stanę się meczący dla otoczenia, nikt nie chce kogoś takiego. Jestem efektem ubocznym lat 80/90. Nikomu nie potrzebnym trybikiem. Kręcę się wokół. Nikomu nie potrzebny. I myślę wciąż, myślę o tym że to naprawdę przeraża. I chyba tylko mnie przeraza, nie no sa napewno osoby ktore to przeraza tak samo. ale ogolnie, jakos tak reszta trwa w tym poczuciuobowiazku trwania w tym meczacym swiecie, z obowiazkiem dawania rady sobiemimo przeciwnosci. w sumie to straszne, dochodze do wniosku ze nie chce tego juz wiecej. zepsułem się. zepsułem się na amen. niedonaprawieniaczłowiek. otacza mnie piekna przyroda i otacza mnie ludzkosc, brzydsza od sprzed tygodnia karnawalowych wymiocin, z wijącymi sie robakami. potrzebuje powietrza, powietrza nietknietego tym chorym spoleczenstwem, nietknietego płucami,ustami, nosdrzami. nietknietego powietrza przez to menelstwo, przez tych bogatych, bogacących sie na krzywdzie, bogacących sie na okradaniu zgodnie z systemem. nie mam ochoty oddychać wlesie, w ktorym jakis mysliwy wydycha przetrawione przez siebie powietrze, wydycha je z domieszką palonego tytoniu,z dodatkiem wczorajszego alkoholu i nie mytych zrana zebów od dwóch i pół tygodnia. nie chce dodtykac poreczy, o ktore muskał swe dłonie ksiadz,ktory z pewnoscią dotykał dzieci. nie chce dotykac dzieci jego dotykiem. ide do pracy, i z niej nie wracam. gdzieś sie zostawiłem. gdzieś zbłądziłem siebie, zostawiłem gdzieś. mam wrażenie że już siebie nie znajde.

Dodaj komentarz