Kominy

jackson thilenius

Gdy zacznie już sączyć się zewsząd, ich cierpienie w całości, cierpienie i gniew pierwotny o woni torfowej i duszącej jak brak powietrza, duszącej jak lęk. Spłoną w umysłach wszystkich niczyje już wtedy, sławą owiane monumenty prawdy, przykrywając, czarną jak sadza pierzyną okrucieństwa, wylane betonem sine oczodoły miast kiedyś pełnych.

beksinski1

Miast, czy bardziej gett, tworzonych przez wykształconych w świętym duchu mordu i gwałtu, wykorzenionych moralnie i etycznie pustych, niezasługujący na miano istot wyższych sadyści i mordercy, tworzonych na potrzeby własnego krwistego obżarstwa. Głuchym trzaskiem młota, w niesłyszanym, jak gdyby bezdźwięcznym wrzasku rozpaczy dzień w dzień mordowanych jest miliony.

kalendarz

Gdy zacznie się brumaire, będzie już po wszystkim. Znów nas uraczą swoją obecnością. Niby nowi, świeżutcy, tacy nieskazitelni. Wybrali ich ludzie, więc są ważni. Trzeba się z nimi będzie teraz liczyć, bo to oni teraz będą decydować. Fakt, że społeczeństwo jakie by nie było, dokonało wyboru już się nie liczy. Wyborów mają teraz dokonywać wybrańcy, patrzący przez własne sito. Zanim jednak tak się stanie, odziani w słowne szaty, w hasła które mają być wytrychem do świadomości, zapowiadają zmiany, jednoczą się, ściskają swoje dłonie, ściskają swe twarze by wszyscy się zmieścili w kadrze, bo może kogoś zabraknąć i co wtedy. Niestety, właśnie tym nieobecnym, będącym poza kadrem kamer i bukietem mikrofonów jest coś, czego nieświadomie wszyscy bardzo sobie życzymy. Ucieka nam, nieuchwytny stan, który scala całą resztę, którego nie sposób opisać słownikiem słów. Jest nieobecny, gdyż nikomu tak naprawdę nie zależy na jego obecności. Wynika to z obawy przed ilością zmian, nad trudem wykorzenienia z ludzkich umysłów tak wielu patologii, tak ogromnej ilości cierpienia, bez której nie można już będzie zbudować potencjału. Kiedyś, gdy będzie już za późno, nie będzie winnych, będzie tylko gniew.