paladyn


Nie znalazłem nagrania z Veronique Gens.

Triste séjour, Solitude ennuyeuse,
Que votre aspect m’est odieux !
Le retour d’un Jaloux, qu’on attend dans ces lieux,
Doit vous rendre encor plus affreuse !
Triste séjour, Solitude ennuyeuse,
Que votre aspect m’est odieux !

Niesforne myśli i nieład.
Z wypiekami na polikach, od łez nabrzmiałe powieki.
Zbyt wiele praw rościsz sobie smutku.
Jeszcze nie zdążyły dojrzeć okruchy chleba na słońcu.
Rower wciąż stygnie po porannej przejażdżce.
Niedojrzałe śliwki w jabłeczniku, zamiast rajskich jabłek.
Kto jest tym, który tutaj ocenia i nadaje barwę światłu.
Kim jest reżyser tego dziwnego spektaklu.
Pniem ściętego dębu jestem.
Mrówki zbiegają się w poszukiwaniu, są moimi myślami.
Głęboko zakorzeniony jestem w tej ziemi.
Mój brakujący element, którego jestem wciąż świadom jest niewidzialny.

szary sky

pluszowe zabawki są już schowane,
choć ciężko je już odróżnić od przedmiotów,
są jak codziennego użytku.
pod przykrywką wielokrotności wyboru, kryje się pustka,
wypełniona zatęchłym i ciężkim gazem.
poproszę szary sky, nie mam wymagań,
może padać, mrozić.
nie mogę być zły na naturę ani nic od niej żądać.
to jest naturalne, że w nią nie ingeruje, staram się jak mogę.
szary jest kolorem dobrym, odpowiednim.
jest trochę czarnego, z którym sympatyzuję i biały,
za którym przepadam z konieczności, niewyjaśnionej.
odkąd widzę więcej, jak przez czarne okulary w „They Live”,
jestem gotów być jak John Nada.
Zagadka wydaje się nieskomplikowana,
po chwili zmienia swój stan skupienia w imperatyw.
nie ma nic ponad dobro.

drozd

Inola Gurgulia

Słucham Twojego śpiewu siedząc w fotelu.
Owinięty szlafrokiem,
Na stopach schodzone kapcie.
Nie jestem tak sprawny jak kiedyś ,
To było tak wiele myśli temu.
Struny wybrzmiewają już wiecznie.
Serce drży w barwę głosu.
Pewnego razu był sobie śpiewający kos.

sen

Poję się wodą, upijam Słońcem.
Biegnę w podskokach.
Nie zważam na nic, mknę.
Leśna dróżka, wydeptana przez niejedno zwierzę,
Wije się między drzewami a kłębami mchu.
Zieleń przestrzeni mnie uspokaja.
Zapach, jest świeży i pełny natury, rześki,
Upajające powietrze, aż chce się wdychać nieskończenie.
Nie jestem tutaj gościem, jestem jednym z nich.
Nauczyłem się widzieć woń,
Jak z tlącego się kadzidła, czuję ich obecność.
Nic mi nie grozi, one też mnie nie unikają.
Zbieram po drodze to co mogę, to co mi daje świat.
Jestem jego częścią.
Krajobraz się rozciąga,
Horyzont widnieje i powoli oddala – polana.
Na niebie ptaki przecinają błękit.
Skrzeczą i pogwizdują.
Wiatr muska policzki i usta, wdziera się do nosa.
Jest ciepły, czuć słodycz.

e=

półmrok dogasł. w niezliczonych odbiciach cząstek światła widnieją kolory przedmiotów i rzeczy natury. niby jedynie oczami wyobraźni można zobaczyć strukturę wszystkiego. atom po atomie, cząstka po cząstce. oddane w tańcu nieskończoności, sobie nawzajem. gdyby móc wrócić na jakiś czas do świata światła i ciemności, do świata rytmu Słońca i Księżyca, do relacji różnych materii i energii. zostałbym tam.

Teraźniejszość

Thom Yorke- Unmade

Jeszcze nie współczesność, a już po-enta-teraźniejszość.                       
Ubierając w płaszcz metafory otaczającą nas rzeczywistość,                 
Jeszcze nie ja-absolutny, a już post-ja.  
Mentalność została gdzieś daleko z tyłu, i nie chce przejść dalej,                   
Lub nie pozwalamy jej, bo nie chcemy my.                                                    
Po co skoro chlupiemy się w hedonistycznej kąpieli.
Wiemy, że się mordujemy, zabijamy, gwałcimy.. i nadal to robimy.    
Mentalność jako przecinająca nas wszystkich płaszczyzna                        
Pusta w swoim początku napełnia się złem.                                                  
Na myśl o świecie idealnym, ludziom robi się niedobrze.                           
Idea, że nic złego się nie dzieje, przeraża.
Argumentem przeciw, jest że to robimy od zawsze,                              
Jeśli wtedy się nie zmieniło, to czemu akurat teraz, czemu ja.
Jakiś wstyd przed byciem dobrym, dążącym do ideału,
Ludzie się boją i wstydzą, wykluczenia, bycia poza. Komplex.
Negacja postępu, negacja rozwoju, negacja ewolucji,
Lecz nie w ujęciu technologicznym.
Czemu mielibyśmy stać się utopijnym społeczeństwem?
Czemu miałbym, skoro to Ona – teraźniejszość.
Właśnie Ona mi daje przyjemności,
Po co mam stać się lepszą istotą.
Stworzyliśmy sobie iluzję, że się zmieniliśmy,
Wszyscy naraz, wraz z technologią i jej postępem.
Iluzja tworzy dysproporcję, arytmię społeczeństwa .
Z pogardą mówimy o innych wepchniętych w ramy różne od naszych.
Tym bardziej, jeżeli technologicznie są za nami,
Mówimy o nich że żyją w średniowieczu.
My jesteśmy tak samo jak „inni”, tylko w technologicznym.
Nie oceniam z pozycji tronu, lokalizuje siebie w tłumie.
Inne gatunki zupełnie przestały mieć znaczenie podmiotu,
Stały się przedmiotem.
Zamiast z nimi współtworzyć, są eksploatowane,
Siebie w końcu też wyzyskujemy, to „Innych” można jeszcze bardziej,
Niech oddają nam dosłownie całych siebie.
Dopuściliśmy kilka do siebie,
Żeby nam towarzyszyły, żebyśmy nie wypadali źle.
Inne nas zabawiają, inne wypełniają nasze brzuchy.
Mamy w domu małe plemiona.
Mamy tutaj średniowieczną teraźniejszość technologiczną.
A miała być współczesność.