pesymalny futuryzm ogołaca mnie
Kategoria: Uncategorized
przestrzenią gniewu
pojemnością żalu
objętością bólu
powierzchnią cierpienia
płaszczyzną złości
brutalną wielowymiarowością
nie życzę sobie
wylewa się żółć rzeczywistości,
niezwykły wyciek.
dziurawa powłoka ochronna,
poziom zanieczyszczeń 1000%
szprychy w rowerze topią się,
a ja jeszcze nie ruszyłem.
dłonie parcieją od wilgoci,
twarz wysusza od wiatru.
i są tacy którzy nic sobie z tego nie robią.
nie ponoszą kosztów,
bezpłatna katastrofa.
nie życzę sobie mieć was w około mnie.
nie życzę sobie aby wasze dzieci później rządziły światem.
nikomu nie życzę, a na końcu sobie.
Popatrz na mnie zwykłym wzrokiem
Jestem dziś nikim
Mijam wiele twarzy na ulicy
Wszystkie są tak samo szare
Na jutro zapowiadają czerwień
Szarość zawiodła wszystkich
izotop
Nie powiem, już,
jeśli stwierdzę,
że jesteśmy coraz bardziej niekompletni,
niekompatybilni.
Nie zawsze jakość idzie w parze.
Coraz bardziej kompaktowi.
Porusza mnie nasza odtwarzalność,
a właściwie jej powtarzalność.
Uwikłani w pochodną nas samych.
Zapatrzeni w atomową rzeczywistość.
Projektujemy na rzeczywistość tym czym jesteśmy.
Nie przywyknę do tego, by móc przestać łkać,
by móc zaciągnąć haust smogu zamiast czystego powietrza.
Nie przywyknę do ludzi, którzy ciągle mówią, że im nie zależy,
na niczym lub wcale na sobie tylko.
Nie przywyknę do ludzkiej obojętności.
Nie mogę doczekać się ich pożegnania,
Nie przywyknę do mijania wychodzących ludzi z sklepów mięsnych,
Nie przywyknę do mówienia ‚nie zaglądaj mi w talerz’.
trędowata
Chcę zabronić, nie mogę.
Nie mogę złożyć wniosku, nie ma takiego wniosku.
Wniosek ten leży w pokoju numer 4,
na drugim piętrze budynku który jeszcze nie powstał.
Powstanie, kiedyś na pewno.
Ryczę w duszy,
my tu tylko tworzymy procedury i zasady,
że w ogóle musiałbym złożyć podanie o coś takiego.
Nie wystarczy, że powiem nie, że nie można.
Bo niby kim ja jestem by zabronić, by zabraniać.
Dziś mogę wyrazić tylko sprzeciw,
jak płatek kurzu w zębatych kołach.
Co ja sobie myślałem.
Pan mietek obiecał, z ręką na sercu,
że zarżnie me psy, jak się będę wpierdalał.
W mej głowie dynda na wierzbie
w słonecznym zimowym siarczystym mrozie.
Czy żeby nikt nie zabijał trzeba zabić wszystkich,
czy tylko tych co zabijają?
Moralność ludzka topi się w głupoty szambie,
wszyscy to widzą,
mało kto rozumie,
przyjmijmy, że nikt nic nie robi,
bo co po milionach płatków kurzu.
Prawda sama się nie obroni,
gdy kłamcy obcinają jej kończyny.
Jak trędowata, idzie pośród tłumu,
wszyscy wytykają ją palcami,
patrz to ma być prawda?
Miała być piękna wzniosła, miała nas unieść..
Solarpunk
Czy taka czeka nas przyszłość? Być może uprawianie ogrodów na dachach w wielkich miastach na nielegalu nie będzie jedynym zmartwieniem. Reglamentowanie wody jest obecne już dziś, jak tak dalej pójdzie kiedyś zabraknie jej dla wszystkich i wszędzie. Tworzymy wizje często niemożliwe, nierealne, ale z czasem nasza wyobraźnia staje się rzeczywistością, a ‚filmowe’ lęki i pragnienia, stają się busolą, a wyciekająca z niej ideologia, proroczym snem. Niebezpieczne wydaje mi się to, że darzymy sympatią dystopijne cyberpunkowe klimaty, jest w nich coś pociągającego. Mam wrażenie, że karmili nas tym od lat, to jakaś książka, film, gierka. Sam przez chwilę idealizowałem dystopię poprzez rozumienie jej jako konsekwencję(karę) dla ludzkości za całe obecne zniewolenie, za obecną celową dysproporcję etc. W rzeczywistości jest to zwyczajnie ewoluująca kontynuacja, uwikłanie w jeszcze cięższe kajdany kapitalizmu, zepsucia, degeneracji etc. Nie widzę dziś w tej idei nic czego bym pragnął, funkcjonuje jako lęk. Pragnieniem natomiast jest aby w każdej głowie na ziemi pojawiła się idea solarpunkowa, prowegańska, proziemia. Niech i w waszych głowach zaświeci się ta zielona lampka. Ot taka myśl przy kawie.A tak w ogóle to dziś są ‚Dziady’, czyli wiosenne zaduszki. Słowiańskie święto zmarłych, polegające na zdobyciu przychylności zmarłych. Walka o wpływy trwa 🙂
error
mówi do was szarość
mówi do was nic
widziałem, że słuchacie
później mówicie, że to był bóg
patrzy na was światło
patrzy na was zwierze
widziałem, że czujecie wzrok
później mówicie,że to był bóg
dotyka was wiatr
dotyka was cierpienie i ból
widziałem, że czujecie
później mówicie, że to był bóg
śmierci przychodzą nocą.
przyniosę ci kosz cały korzyści, byś mógł się nachapać
przyniosę ci całą tablicę mendelejewa w jednym pikselu
przyniosę ci co zechcesz na obciętych dłoniach
przyniosę ci ogień bez piekła dla niepoznaki
byś nie zrozumiał
byś umarł w ruchu jednostajnie przyśpieszonym
natchnę cię ostatnim klapsem
natchnę cię na obrazę innych absolutów

