mrużę oczy przed pędzącym horyzontem pomarańczowym słońcem,
przeskakującym między drzewami, budynkami,
tworząc grę cieni, pajęczyn i błysków.
nade mną nabrzmiały obłok srogi w szarości swej odbija,
całkiem już nieowocowy blask,
mimo że pędzę nieprzytomnie jest wciąż ponad.
widziałem przyjaźń przeciwieństw,
poznałem miłość życia z śmiercią,
nie ma w tym nic zgubnego.
w czarnym jest najwięcej światła,
w czerni wszystko wygląda na właściwe.
to dlatego między innymi porami noc jest najpiękniejsza.
rozlewam się atomowo, rozbrzmiewam falowo,
pędzę w kolistym pryzmacie świadomości.

Język przemawiający przez poeta, ma prawdziwie metafizyczny charakter. Głos nieożywionej materii!
PolubieniePolubienie